*Oczami Lily*
Jeżeli Pan
Gwiazdorek myśli, że do niego zadzwonię to się grubo myśli. Nie zamierzam być
kolejną laską, którą przeleci i zostawi, o nie. Nie miałam zamiaru wracać do
domu, więc założyłam na uszy słuchawki i puściłam swój ulubiony kawałek Avril Lavigne- I Love You.
Żyłam w świecie debili, w którym ja jedyna byłam normalna na swój własny
sposób. Ja powiedziałam debili?? O przepraszam to za lekkie określenie.
Żyłam otoczona cholernymi, wkurwiającymi na maxa zdzirami i
niedorozwojami myślącymi wyłącznie o dymaniu, chlaniu i ćpaniu wszystkiego co
popadnie.
Zamknęłam na
chwilę oczy i kiedy je otworzyłam znów zobaczyłam to tak jak zawsze. Prawdzie i
wkurwiające do bólu. Jedyne co takie nie było to muzyka, ale nie jakiś tam zastany
pop tylko prawdziwy rock. Rozejrzałam się po ludziach, którzy siedzieli w parku
i zatrzymałam wzrok na zakochanej parze. Po tym jak oceniam ludzi można myśleć,
że nie mam uczyć, ale do cholery mam je jak każdy!! Spróbuj choć minutę pożyć w
takim otoczeniu jak ja i pokazać, że jesteś delikatna to kurwicy normalnie
jakieś dostaniesz nim skończy się ten zastany dzień.
Pokręciłam
głową i zawróciłam do domu, nie miałam zamiaru trafić na jakiegoś zasrańca z
mojej szkoły, a znając moje zakichane szczęście tak by się właśnie stało. Kiedy
tylko przekroczyłam próg domu usłyszałam donośny głos ojca i, aż coś w środku
mi się przekręciło.
- Gdzie ty byłaś, do cholery ty mała
suko?! - usłyszałam z korytarza i za chwilę go zobaczyłam, obraz nędzy i
rozpaczy, którym był mój ojciec Robert Stewart.
Nic nie
odpowiedziałam temu cieniowi człowieka, ale chwilę potem zobaczyłam mamę w
drzwiach kuchni. Na jej policzku był wielki odcisk łapy tego skurwiela.
- Jasne, jesteś zbyt pijany by
przywalić komuś równemu tobie – warknęłam patrząc mu prosto w oczy. Zaraz potem
jego ręka wylądowało na moim gardle, a ciało zostało przyciśnięte do ściany z
tą ohydną tapetą, na którą zwymiotował w tamte wakacje, kiedy wrócił uchlany z
baru. Cud, że dotarł do domu tak był narąbany.
- Jeszcze raz się tak do mnie
odezwiesz, a ty i twoja zdzirowata matka pożałujecie – puścił mnie, ale
zaraz po tym poczułam piekący ból na policzku. Nie pierwszy raz bił mnie i
mamę. W wieku 5 lat wylądowałam w szpitalu z złamanym żebrem kiedy to przyszedł
nachlany i potknął się o moją zabawkę, skopał mnie, a mama musiała kłapać, że
spadłam z schodów.
Widziałam
jak mamuś ma łzy w oczach patrząc na to co się dzieje, ale za bardzo się go
bała by cokolwiek zrobić. Kiedy w końcu poszedł do salonu ja pobiegłam do
swojego pokoju rzucając plecak w kąt. Wzięłam marker, który zawsze leżał na
biurku i na ścianie napisałam kolejne słowa.
Ten
skurwysyn kiedyś pożałuje tego co Nam robi.
Moja ściana
była w niektórych miejscach cała pokryta takimi obietnicami, myślami albo po
prostu rysunkami. Usiadłam na oknie i dopiero wtedy pozwoliłam łzą spływać po
moich policzkach. Nie płakałam z powodu tego co mi zrobił, choć policzek piekł
niemiłosiernie. Płakałam, bo nie mogłam patrzeć jak mama użera się z tym bezużytecznym,
chlającym skurwysynem. Otarłam łzy i spojrzałam w niebo. Lśniły na nim gwiazdy.
Lubiłam je oglądać, bo pozwalały mi myśleć, że znajduje się, gdzieś tysiące mil
stąd. Zamknęłam na chwilę oczy i oparłam czoło o zimną szybę. Kiedy tak
rozmyślałam przypomniałam sobie o karteczce z numerem Biebera, wyciągnęłam ją i
wpatrywałam się w ten numer jakieś 6 minut, kiedy w końcu wyciągnęłam telefon i
wygrałam go.
Kiedy
czekałam na to, aż ten dupek odbierze zastanowiłam się czy przypadkiem nie
zwariowała albo nawdychałam się czegoś dziś w szkole, kiedy przechodziłam obok
grupki ćpunów palących jony.
PROSZĘ O KOMENTARZE . MIŁEGO CZYTANIA! ŻYCZY AUTORKA TEGO
ROZDZIAŁU: *Sky*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz