czwartek, 3 stycznia 2013

Rozdział 2



*Oczami Lily*                     
            Jeżeli Pan Gwiazdorek myśli, że do niego zadzwonię to się grubo myśli. Nie zamierzam być kolejną laską, którą przeleci i zostawi, o nie. Nie miałam zamiaru wracać do domu, więc założyłam na uszy słuchawki i puściłam swój ulubiony kawałek Avril Lavigne- I Love You. Żyłam w świecie debili, w którym ja jedyna byłam normalna na swój własny sposób.  Ja powiedziałam debili?? O przepraszam to za lekkie określenie.  Żyłam otoczona cholernymi, wkurwiającymi na maxa zdzirami i niedorozwojami myślącymi wyłącznie o dymaniu, chlaniu i ćpaniu wszystkiego co popadnie.
Zamknęłam na chwilę oczy i kiedy je otworzyłam znów zobaczyłam to tak jak zawsze. Prawdzie i wkurwiające do bólu. Jedyne co takie nie było to muzyka, ale nie jakiś tam zastany pop tylko prawdziwy rock. Rozejrzałam się po ludziach, którzy siedzieli w parku i zatrzymałam wzrok na zakochanej parze. Po tym jak oceniam ludzi można myśleć, że nie mam uczyć, ale do cholery mam je jak każdy!! Spróbuj choć minutę pożyć w takim otoczeniu jak ja i pokazać, że jesteś delikatna to kurwicy normalnie jakieś dostaniesz nim skończy się ten zastany dzień.
Pokręciłam głową i zawróciłam do domu, nie miałam zamiaru trafić na jakiegoś zasrańca z mojej szkoły, a znając moje zakichane szczęście tak by się właśnie stało. Kiedy tylko przekroczyłam próg domu usłyszałam donośny głos ojca i, aż coś w środku mi się przekręciło.
- Gdzie ty byłaś, do cholery ty mała suko?! - usłyszałam z korytarza i za chwilę go zobaczyłam, obraz nędzy i rozpaczy, którym był mój ojciec Robert Stewart.
Nic nie odpowiedziałam temu cieniowi człowieka, ale chwilę potem zobaczyłam mamę w drzwiach kuchni. Na jej policzku był wielki odcisk łapy tego skurwiela.
- Jasne, jesteś zbyt pijany by przywalić komuś równemu tobie – warknęłam patrząc mu prosto w oczy. Zaraz potem jego ręka wylądowało na moim gardle, a ciało zostało przyciśnięte do ściany z tą ohydną tapetą, na którą zwymiotował w tamte wakacje, kiedy wrócił uchlany z baru. Cud, że dotarł do domu tak był narąbany.
- Jeszcze raz się tak do mnie odezwiesz, a ty i twoja zdzirowata  matka pożałujecie – puścił mnie, ale zaraz po tym poczułam piekący ból na policzku. Nie pierwszy raz bił mnie i mamę. W wieku 5 lat wylądowałam w szpitalu z złamanym żebrem kiedy to przyszedł nachlany i potknął się o moją zabawkę, skopał mnie, a mama musiała kłapać, że spadłam z schodów.
Widziałam jak mamuś ma łzy w oczach patrząc na to co się dzieje, ale za bardzo się go bała by cokolwiek zrobić.  Kiedy w końcu poszedł do salonu ja pobiegłam do swojego pokoju rzucając plecak w kąt. Wzięłam marker, który zawsze leżał na biurku i na ścianie napisałam kolejne słowa.
Ten skurwysyn kiedyś pożałuje tego co Nam robi.
Moja ściana była w niektórych miejscach cała pokryta takimi obietnicami, myślami albo po prostu rysunkami. Usiadłam na oknie i dopiero wtedy pozwoliłam łzą spływać po moich policzkach. Nie płakałam z powodu tego co mi zrobił, choć policzek piekł niemiłosiernie. Płakałam, bo nie mogłam patrzeć jak mama użera się z tym bezużytecznym, chlającym skurwysynem. Otarłam łzy i spojrzałam w niebo. Lśniły na nim gwiazdy. Lubiłam je oglądać, bo pozwalały mi myśleć, że znajduje się, gdzieś tysiące mil stąd. Zamknęłam na chwilę oczy i oparłam czoło o zimną szybę. Kiedy tak rozmyślałam przypomniałam sobie o karteczce z numerem Biebera, wyciągnęłam ją i wpatrywałam się w ten numer jakieś 6 minut, kiedy w końcu wyciągnęłam telefon i wygrałam go.
Kiedy czekałam na to, aż ten dupek odbierze zastanowiłam się czy przypadkiem nie zwariowała albo nawdychałam się czegoś dziś w szkole, kiedy przechodziłam obok grupki ćpunów palących jony.


 PROSZĘ O KOMENTARZE . MIŁEGO CZYTANIA!  ŻYCZY AUTORKA TEGO ROZDZIAŁU:  *Sky*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz